01:36

Róbmy sobie dobrze


Może i zabrzmi to jak wstęp do tekstu motywacyjnego, ale czy masz świadomość, że jesteś najlepszy? Albo inaczej - czy masz świadomość, że uważasz się za najlepszego? A jeśli nawet twoja podświadomość nie jest tego świadoma to wiedz, że coś się dzieje.


Ok, od razu uderzę się w pierś i przyznam, aczkolwiek bez skruchy, że z tą najlepszością to trochę przesadziłem. Gdybyśmy naprawdę uważali się za najlepszych, to nie mielibyśmy żadnych idoli, oczekując by to inni nas za takich uważali. Musiałem jednak jakoś lid uatrakcyjnić. No i nie oszukujmy się. Nawet jeśli nie uważamy się za najlepszych, to przynajmniej za lepszych od większości osób, które znamy (myślę tu oczywiście o znajomych, nie zaś o znanych).

ZRÓB MI DOBRZE

Ileż to razy w życiu pomyślałeś: Jak ON mógł MI to zrobić? Jak ON śmie tak się do MNIE odzywać? Dlaczego ON MNIE nie posłuchał? Itede itepe. Wszystkie sformułowane w ten sposób zdania, choćby w myślach, niewypowiedziane, świadczą o stawianiu się wyżej, niż osoba, która jest powodem tych stwierdzeń. Bo przecież przez wzgląd na to kim ON jest i kim TY jesteś, ON miał moralny obowiązek zachować się inaczej! Właściwiej.
Tak, tak. Zgadzam się, że takie podejście do sprawy jest jednoznaczne ze stwierdzeniem, że ludzie to samoluby. Niekoniecznie widzą tylko czubek własnego nosa. Ich wzrok sięga trochę dalej i równy jest rozpiętości ich ramion. Muszą przecież wiedzieć gdzie wyciągnąć ręce, wypowiadając równocześnie magiczne słowo: DAJ!


ZROBIĘ SOBIE DOBRZE

Trochę to paradoksalne, ale czasem potrzebujemy innych, by sprawić sobie przyjemność. I to zarówno przez to, co inni robią lub przynajmniej powinni robić dla nas, jak i przez to, co my robimy dla innych.
- Aha! Mam cię! - zakrzyknie nagle niejeden, logicznie myślący czytelnik, dodając - Przed chwilą stwierdziłeś, że to inni powinni wszystko robić dla nas. Po cóż więc mamy robić coś dla innych?
Po co? Dla siebie, oczywiście. Jak zwykle wszystko dla własnej korzyści. Jeśli nie jest ona materialna, to przynajmniej moralna, mentalna, duchowa, czy jakkolwiek by jej nie nazwać, nie używając słowa niematerialna. Nawet niewinne wydawałoby się dobre uczynki w stylu "pomogę starszej pani w niesieniu zakupów".  To taki pospolity (czy na pewno?) mały dobry uczynek, ale i wielcy filantropi się na to załapują. Kluczowe jest tu słowo 'pomoc'.

Skoro ja udzielam komuś pomocy, to znaczy, że ten ktoś jej potrzebuje (przyjmijmy, że tak jest). Skoro więc KTOŚ potrzebuje MOJEJ pomocy, to znaczy, że w czymś jestem od niego lepszy. To po pierwsze. Po drugie, jeśli moja pomoc zostanie zauważona, najprawdopodobniej zostanie ona też doceniona. A to już naprawdę konkretna korzyść własna. Gdyby było inaczej, to po co filantropom byłyby gale, nagrody i wyróżnienia? Po co firmy chwalą się, ile funduszy lub dóbr innego rodzaju przeznaczyli na pomoc (znowu to słowo...) innym?

Gdy pracowałem w hotelu, na blacie recepcji stała statuetka informująca o tym, że właściciel tegoż miejsca został wybrany filantropem roku. Czy to nie cudowny przykład bezinteresowności? A tak poważnie, to gdyby istotą pomocy była pomoc, to szef z grzeczności odebrałby wyróżnienie, ale zaraz potem schowałby statuetkę w miejscu o którym sam by zaraz zapomniał. Ta jednak prężyła się tak, że żaden gość hotelowy nie mógł nie dowiedzieć się jak dobry (lepszy? najlepszy?) jest właściciel.

I nie łudźmy się, że zastępy świętych są chlubnym dowodem nieprawdziwości prezentowanych tu twierdzeń. Powodem dla którego robili to, co robili i żyli tak jak żyli był fakt, iż wiedzieli (choć właściwsze byłoby tu słowo wierzyli), że dzięki temu trafią do nieba. A to już jest przesamolubne.

UDOWODNIĘ CI

Niektórym niejawne uważanie się za lepszych nie wystarcza. Muszą to jeszcze udowodnić tym, którzy myślą inaczej niż oni. I to całkiem inaczej, bo (i tu was pewnie zaskoczę) to siebie uważają za najlepszych. Bo czymże innym, jak nie udowodnieniem swej wyższości (niekoniecznie w kwestii wzrostu), były i nadal niestety są - konflikty zbrojne? To nic, że macie swój własny, niezależny kraj. Co z tego, skoro żyjecie nie tak, jak MY uważamy to za stosowne? My wiemy lepiej, bo jesteśmy lepsi. I wszystkiego was nauczymy. To nic, że nie chcecie. Jesteście gorsi, więc nie macie nic do gadania.

Na szczęście tego typu scenariusze są już coraz rzadsze. Teraz jest troszkę bardziej cywilizowanie. No i nie zawsze dokleja się do tego ideologię. Gra się w otwarte karty i powszechnie wiadomym jest, że nadrzędnym celem jest po prostu udowodnienie swej wyższości nad innymi. A odbywa się to na wszelkiej maści boiskach, stadionach czy innych halach.

Zwróciliście kiedyś uwagę, jakiego rodzaju programów poza telenowelami jest w tv najwięcej? Przyznam, że żadnych wielkich badań nie prowadziłem, ale moje subiektywne obserwacje wskazują na nader częstą obecność w telewizji wszelkiej maści teleturniejów. Konkursy, rankingi, porównania, statystyka - to wszystko nieocenione narzędzia pozwalające w prosty i nie budzący wątpliwości (teoretycznie) sposób udowodnić, kto jest najlepszy.

Zauważyliście kiedyś, jak zachowują się osoby, które w zawodach, konkursach, czy innych teleturniejach, zajmują drugie miejsce? Zwykle zamiast się cieszyć z osiągnięcia wysokiej pozycji i z faktu, że lepsza jest tylko jedna osoba (zespół), rozpaczają, że to nie oni są numerem jeden. Oczywiście później najczęściej przychodzi opamiętanie i nierzadko to drugie miejsce jest powodem do dumy. Tym niemniej na początku jest zawód, że ktoś inny okazał się lepszy.

NAJLEPSZY, BARDZIEJ NAJLEPSZY, NAJBARDZIEJ NAJLEPSZY

W świecie w którym każdy uważa się za lepszego od innych, należy zadać sobie pytanie, czy mam moralne prawo się za takowego uważać? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Powiem więcej - mamy obowiązek być najlepszymi! Ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy uznamy i uszanujemy oczywisty fakt, że każdy człowiek jest tak samo najlepszy, jak my.

Współzawodnictwo to konkurencja.
Konkurencja to postęp.
A postęp to przyszłość.

Tak więc róbmy sobie dobrze, a wszystkim będzie dobrze! ;)


Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI